Zaćmienie (Eclipse)
Przed świtem (Breaking Dawn)
I Midnight Sun? Było by cudownie poznać cały Zmierzch z punktu widzenia Edwarda! Mam nadzieję, że jednak pani Stephenie Meyer dokończy tę książkę, bo pierwsze 12 rozdziałów narobiło mi smaku na więcej :)
Przed świtem (Breaking Dawn)
I Midnight Sun? Było by cudownie poznać cały Zmierzch z punktu widzenia Edwarda! Mam nadzieję, że jednak pani Stephenie Meyer dokończy tę książkę, bo pierwsze 12 rozdziałów narobiło mi smaku na więcej :)
Tak naprawdę to brak mi słów, żeby opisać jak niesamowite uczucie łączy Bellę i Edwarda i czuję ucisk w sercu na myśl, że taka miłość nie istnieje w prawdziwym życiu. Zły sobie chyba wybrałam czas na przeczytanie tej sagi. Walentynki. Książka opowiada o miłości. O takiej miłości, o której każdy marzy, o takiej miłości, która jest jedyną jej odmianą jaka mogłaby mnie przekonać do zmiany wizji dotyczących mojej przyszłości. Krytycy zarzucają książce marysuizm. I mają chyba rację. Chociaż nie w moim przekonaniu. Z powodu, iż Meyer nie miała/nie ma co do książki tak spójnego i ułożonego planu jaki miała Rowling przy pisaniu Harry'ego Potter'a, pozwalam sobie na swobodną interpretację, przystosowanie sobie, pozwolenie na dryfowanie po mojej wyobraźni fabule książki; domalowanie sobie tła do jej treści. Czyli to co lubię najbardziej robić z książkami i tekstami piosenek ;) Edward Cullen jest tak wyidealizowaną postacią, i tak nierealną, nieludzką i ludzką zarazem, oraz tak uroczą, piękną, dojrzałą i nieodgadnioną, że gdyby nie był wampirem byłabym w stanie zrozumieć zarzut marysuizmu. A tak... Para Edward i Bella utkwi w mojej głowie zaraz obok Romea i Julii, Jack'a i Rose, Tristana i Izoldy czy jeszcze jakichś tam innych miłości :) Jednak zawsze Edward i Bella będą parą wyidealizowanej miłości obecnej epoki. Współcześni kochankowie. Chciałabym móc ocenić czy mam rację, żyjąc 200 lat. Mimo, że ta idealna miłość i tak jest ponadczasowa, to każda epoka w literaturze słynie z jakiejś uroczej pary kochanków, którym żadna przeszkoda nie jest straszna - od zwaśnionych rodów, przez mezalians, po śmierć - tak pisząca się teraz historia XXI wieku pokona w miłości barierę rasy - człowiek i wampir. I pewnie był już taki motyw i pewnie popełniam straszną gafę, przyznając, że go nie znam, gdyż pewnie jest mniej lub b ardziej znanym łamane przez lubianym klasykiem, ale jakoś mnie to nie obchodzi, bo Zmierzch urzeka do tego stopnia, że nie potrzebuję porównywania go z innymi książkami o wampirach. Nawet jeśli takowe istnieją. I tak ja teraz my w szkole omawiamy losy Tristana i Izoldy czy Romea i Julii, tak mam nadzieję, że za kilka, kilkanaście stuleci, to losy Edwarda i Belli będą z taką pieczołowitością omawiane w szkołach.
! PONIŻSZY TEKST ZAWIERA SZCZEGÓŁY FABUŁY KSIĄŻKI - SPOIL'ERY !
Dlaczego wszyscy tak uwielbiają tę książkę? Nie wiem. Ale wiem dlaczego ja ją uwielbiam. Bella uważa, że nie zasługuje na to szczęście jakim jest dla niej spotkanie w swoim życiu Edwarda. On zaś nie może pogodzić się z tym, że swoim egoizmem, który objawia się potrzebą obcowania z nią, naraża jej bezpieczeństwo, nawet życie. Oboje są w sobie tak zakochani, i tak pełni obaw jak to tylko możliwe. Edward ma przed sobą wieczność. Bella jest tylko człowiekiem. Po pewnym niefortunnym wypadku, aby mogła żyć normalnie, jak wszyscy ludzie, jest gotowy nawet ją zostawić. Jest przekonany, że ludzie zapominają i wcześniej czy później dochodzą do siebie po rozstaniu. Uważa, że Bella zasługuje na kogoś kto ją pokocha, na człowieka, który ją pokocha i jest pewien, że Bella przeżyje z nim szczęśliwe życie. Nie chce go jej odbierać. Sam postanawia odebrać sobie swoje, gdy tylko skończy się jej. Wybiera życie w bólu i cierpieniu, aby tylko jego ukochana nie była narażona na ciągłe niebezpieczeństwo jakim jest dla niej on sam i inne wampiry. Nie zdaje sobie jednak sprawy jak bardzo Bella z tego powodu cierpi i jak wielki błąd popełnia zostawiając ją. Ona jest gotowa poświęcić dla niego wszystko. Bezgranicznie mu ufa i chce, aby przemienił ją w wampira. Musiałabym tu streścić całą czterotomową sagę, a i samo jej streszczenie to byłoby za mało, aby wszystko dokładnie wyjaśnić, dlatego najlepiej zrozumiecie fenomen tej miłości jeśli sami przeczytacie książkę. Emocje towarzyszące zarówno Belli jak i Edwardowi są tak pięknie i bogato ukazane, że żaden film nie jest w stanie tego przedstawić. Dlatego jeżeli ktoś zachwyca się filmem "Zmierzch", to nie wiem jaki rodzaj ekstazy osiąga czytając książkę. Dla mnie "Zmierzch" jest najbardziej okrojoną ekranizacją jaka kiedykolwiek pojawiła się na rynku, i mówię to z całą stanowczością, mimo, że wszystkich na pewno nie widziałam. Takie jest moje zdanie.
Mnie osobiście w Edwardzie urzeka to, że jest żywcem wyjęty z minionej epoki. Urodził się w 1901 roku, a więc tuż przed I Wojną. Wtedy było się inaczej wychowywanym. Były inne priorytety. Jest niezwykle romantyczny i pełen szacunku do innych. Opanowany i rozważny. Bardzo lubię też postać Jasper'a. Pomijając już fakt, że ma niesamowicie świetne imię :) Ma najbardziej smutną przeszłość i jego 'wegetarianizm' wymaga od niego o wiele większego poświęcenia, niż od innych członków jego rodziny. Ogólnie rzecz biorąc książkę uwielbiam, bo odnajduję w dużej mierze w Belli, ale również trochę w Edwardzie, wiele moich własnych cech charakteru, a sam Edward zyskuje z każdym rozdziałem książki coraz więcej mojego podziwu. A przy czytaniu Midnight Sun zyskuje go praktycznie z każdą stroną.
To by było chyba na tyle jeśli chodzi o sagę Meyer. Serdecznie polecam, i to każdemu, bez względu na wiek, płeć, czy cokolwiek innego. Według mnie warto poświęcić na nią te kilka wieczorów. Lekka, przyjemna i pozwala puścić wodze fantazji :)
"Może gdybym był nieprzytomny, gdybym umiał marzyć, mógłbym przeżyć parę godzin w świecie gdzie moglibyśmy być parą. Śniła o mnie. Chciałbym śnić o niej."
"My life was an unending, unchanging midnight. It must, by necessity, always be midnight for me. So how was it possible that the sun was rising now, right in the middle of my midnight?"
"Midnight Sun"

0 comments:
Prześlij komentarz