środa, 31 grudnia 2008

Bez śniegu to nie święta.

Święta minęły strasznie szybko i tak jakoś niezauważenie.
W ogóle taka długa przerwa miała być - w końcu dwa tygodnie - a zupełnie tego nie odczułam. Zabrakło jakiejś takiej atmosfery, ciepłych relacji.. Przygotowania świąteczne jakieś mniejsze niż zwykle. I to były pierwsze święta po śmierci dziadka. Jego też brakowało i to bardzo :( Teraz uświadomiłam sobie, że na tradycyjnej Wigilii u babci, nie zaśpiewaliśmy wspólnie żadnej kolędy. Nawet jak przyszła spóźniona ciocia vel śpiewaczka operowa nie zarządziła kolędowania... Jak to się w ogóle mogło stać?

Za to w końcu dorosło pokolenie małych dzieciaków na tyle, żeby wrócić do tradycji prezentów pod choinką i wyczekiwania na pierwszą gwiazdkę, aby móc je otworzyć :) ale miały frajdę :) Nie było tego odkąd ja z Krzysiem wyrośliśmy z syndromu świętego Mikołaja :)

No i co najbardziej mnie raziło w te święta to brak śniegu. Myślę, że dlatego nie była tak odczuwalna atmosfera świąt. Przecież to mróz i skrzypiący śnieg pod nogami dodają takiej magii :)

Za to klasową Wigilię mogę zaliczyć do naprawdę udanych - jak nigdy :) Było pięknie i życzę sobie i klasie żeby w przyszłym roku, ostatnia nasza wspólna Wigilia, była 2 razy piękniejsza :)

0 comments:

.